Jak zaczęła się historia Tarasovii?
Zanim powstał klub kart, na tarasie przy Piłsudskiego stał tylko jeden stolik — i jeden człowiek, który zapraszał do gry sąsiadów.
Kto pierwszy zaprosił sąsiadów do gry?
Pan Wacław, dawny mieszkaniec domu przy Piłsudskiego, latem wystawiał na taras nad Wrześnicą jeden stolik i talię kart — sąsiedzi przychodzili, siadali i grali do zmierzchu.
Z czasem jeden stolik zamienił się w trzy, potem w siedem, a taras trzeba było podzielić na dwa poziomy, żeby pomieścić wszystkich chętnych.
Nazwa Tarasovia pojawiła się dopiero, gdy klub stał się czymś więcej niż sąsiedzkim zwyczajem — ale taras w nazwie zostaje przypomnieniem, jak to się zaczęło.

Jeden stolik
Tyle wystarczyło na pierwszy wieczór gry.
Siedem stolików
Tyle stoi dziś na dolnym tarasie.
Co przetrwało od czasów pana Wacława?
Zasady gry zostały niemal niezmienione — makao, pan, tysiąc i kierki grane są dziś dokładnie tak, jak grywano na tym tarasie od zawsze.
Dzisiejsza rodzina prowadząca klub nigdy nie spotkała pana Wacława osobiście, ale historię tarasu zna od poprzednich właścicieli i przekazuje ją każdemu nowemu rozdającemu.
Wstęp mają wyłącznie osoby pełnoletnie, żetony liczą tylko punkty, a gra toczy się wyłącznie na miejscu — te trzy zasady nie zmieniły się ani razu.